Sesja zaliczona, egzaminy zdane, teraz ferie :). Studia magisterskiego jak do tej pory, wymagają mniejszego nakładu środków i czasu niż studia licencjackie. W sumie nic dziwnego, na licencjacie uczymy się wszystkiego od podstaw, a na mgr te podstawy mamy już w małym palcu 🙂 W tym semestrze  bardzo podobały mi się zajęcia z prawa, a w przyszłym czekam na zajęcia z zarządzania i pielęgniarstwa europejskiego. Nie wiele mamy już zajęć klinicznych typu neurologia i intensywna terapia. Liczba godzin zajęć klinicznych też jest dosyć mała, co sprawia, że trzeba je tylko odbyć, bo nauczyć raczej się niczego nie nauczymy.

Studenci mgr. są na oddziałach traktowani inaczej, szczególnie jeśli już pracują w zawodzie. Traktuje się nas na równi i przymyka oko na nieobecności spowodowane dyżurem. Uczelnia zapewnia dodatkowe zajęcia np. naukę języka migowego, komunikacji z pacjentem czy udział w konferencjach. Zauważyłam, że więcej moich koleżanek udziela się na rzecz uczelni i pielęgniarstwa, niż na licencjacie. Jakiś ambitniejszy rocznik czy co 😉 Myślę też, że po lic. spora grupa ludzi zaczęła inne studia i inną ścieżkę kariery a do pielęgniarstwa nie wróci. Studenci mgr. są zdeterminowani do pracy w zawodzie i już raczej się nie wykruszą z grona piguł. 🙂

Jeśli ktoś zastanawia się nad kontynuacją studiów to raczej polecam. Można je pogodzić z pracą, a w przyszłości się przydadzą – choćby sprawa recept i większych kompetencji.  No i co tu dużo gadać- rośnie nam prestiż, pielęgniarki przestają być postrzegane jak panie od basenu. Niedługo pacjenci przestaną wołać do nas „siostro” a zaczną mówić „pani magister”. Akurat nie uważam tego za szczególnie ważne i za mój życiowy cel jak kto się do mnie zwraca, ale wiem, że jest grono koleżanek alergicznie reagujących na „siostro” :).

 

Posted in: Blog.
Last Modified: Luty 15, 2015

Leave a reply

required