Dużo ostatnio pisze się o pielęgniarkach, że nas mało, pensje niskie a lekarze i chorzy nami pomiatają. Oczywiście zarabiamy za mało, pracodawcy niechętnie delegują na szkolenia i kursy, a ich koszt trzeba pokrywać samemu. Czy jednak pielęgniarek jest mało? Nie wiem, raczej mam wrażenie, że ogranicza się ich obsadę i tnie koszty pracy. Mnóstwo jest miejsc gdzie w ramach oszczędności na dyżurze nocnym czy weekendowym jest tylko jedna pielęgniarka na cały odział. W razie trudności może liczyć tylko na wsparcie salowych i lekarzy. A przecież lekarz wielu rzeczy nie zrobi, np. przy trudnościach z założeniem wkłucia albo cewnika moczowego, nie wiele pomoże.

Podobna sytuacja jest na blokach, często instrumentariuszka w nocy zostaje sama. W moim miejscu pracy, nawet po Panią z firmy sprzątającej trzeba dzwonić na inny blok.  Tak samo po pomoc koleżeńską, jeśli równocześnie toczą się operacje na innych blokach, muszę poradzić sobie sama lub poprosić o pomoc lekarza albo pielęgniarkę anestezjologiczną. Dyrekcja szpitali tnie miejsca pracy, zatrudnia tańsze opiekunki, albo strasząc zwolnieniem przymusza do dodatkowych obowiązków, które kiedyś wykonywało więcej ludzi..

Młode dziewczyny wiedzą to wszystko, mają mamy, ciotki, kuzynki pielęgniarki i nie chcą kończyć trudnych studiów, żeby ciężko pracować w warunkach poligonowych.  Również, uważam, że przesadzone są wypowiedzi jak to lekarze nami pomiatają. Rozumiem, że takie sytuacje się zdarzają, świadczą one o małości człowieka, ale nie przypisywałabym tego całemu środowisku lekarskiemu. Także koleżanki pielęgniarki- nie potrafią się zachować. Dwa przykłady. Kiedyś byłam wysłana do pracy na inny blok. Było to zarządzenie dyrekcji, ani ja ani moje koleżanki nie byłyśmy zachwycone, ale cóż trzeba to trzeba. Ponieważ nie znałam koleżanek z tamtego bloku, kilkukrotnie przychodząc przedstawiam się wszystkim, w tym oddziałowej 3 razy.  Pani oddziałowa ani wtedy ani teraz nie odpowiada mi „dzień dobry” a zawsze kiedy ma do mnie ” interes”  ( chce coś pożyczyć z bloku, potrzebują pomocy itd.) pyta mnie jak się nazywam choć wielokrotnie się jej przedstawiałam i mam imienny identyfikator. Uważam, że jest to brak szacunku i chęć „poniżenia” osoby na niższym stanowisku tym, że nawet nie warto pamiętać jej imienia. Drugi przykład.  Koleżanka stała umyta do cięcia cesarskiego, operacja zbliżała się do końca. Ale ponieważ na wszystkich blokach trwały równocześnie operacje, do których były umyte inne instrumentariuszki, była sama, poprosiła pielęgniarkę noworodkową, która nie była zajęta, żadną czynnością, o to żeby policzyła jej gaziki, wiadomo, sprawdzić trzeba. Ta odpowiedziała, że nie jest od liczenia gazików tylko od noworodków i nic nie będzie liczyć. Koleżankę, zamurowało, w między czasie podeszła do niej anestezjolożka i policzyła gaziki. Widocznie nie było to poniżej jej kompetencji tak jak Pani od noworodków.. :/.  Rozumiem, że z niektórymi rzeczami możemy się nie zgadzać ( np. że powinno być więcej instrumentariuszek), ale uważam, że takie sprawy należy wyjaśniać kiedy nie jest to ze szkodą dla pacjenta, a nie w trakcie operacji, żeby postawić na swoim i pokazać całemu światu swoje zdanie. Kolejnym razem to ta dziewczyn może potrzebować pomocy, i na pewno nie chciała by być w takiej sytuacji w jakiej postawiła moją koleżankę.  Także nie tylko lekarze poniżają pielęgniarki, pielęgniarki też się nawzajem poniżają. Szkoda, że o tym nikt nie mówi.

Do przeczytania artykuł z gazety wybroczej Chora sytuacja pielęgniarek

 

Posted in: Blog.
Last Modified: Styczeń 18, 2015

Leave a reply

required